1. Saksońsko-Dolnośląski Jarmark Bożonarodzeniowy

Naszemu partnerowi w niektórych wydarzeniach, Centrum Kultury Zamek w Leśnicy, dziękujemy SFojsko za zaproszenie nas na konferencję prasową przed 1. Saksońsko-Dolnośląskim Jarmarkiem Bożonarodzeniowym we Wrocławiu, który zaczyna się ten czwartek w Zamku w Leśnicy. Mieliśmy zaszczyt spotkać się z Panią Elżbietą Lenczyk, Dyrektor Centrum Kultury Zamek w Leśnicy, oraz z Panem Andreasem Grapatinem, Dyrektorem Biura Łącznikowego Wolnego Państwa Saksonii z siedzibą we Wrocławiu. Krótki film promocyjny obejrzycie tutaj. Gorąco polecamy Wam udział konsumencki w Jarmarku - w pobliżu Zamku leśnickiego jest kilka bankomatów 🙂 Z naszych SFojaków wystąpią dwie pasieki: Spiżarnia Miodowa z Oławy i Złota Patoka z Legnicy. Jarmark startuje w czwartek 17 XII o g. 17 i będzie trwać do niedzieli do g. 18. Od godziny 14 zaczną się oficjalne powitania, więc konsumenci będą mieć swobodę zakupową dopiero od g. 17:)
20151215_110701Dla rozwoju wzajemnych kontaktów, a także na rzecz rozkwitu Jarmarku w przyszłości, ustaliliśmy zacieśnienie relacji między Slow Food Dolny Śląsk i Slow Food Wrocław a Slow Food Sachsen i Slow Food Lausitz, z którymi niektórzy z nas już się znają. Cieszymy się wszyscy, że idea Slow Food jest bliska Organizatorom Jarmarku. W Niemczech convivia Slow Food tworzą gęstą sieć miejską potwierdzając słuszność strategii decentralizacji ośrodków slowfoodowych w kraju.
Stoiska jarmarczne będą stać głównie na wolnym powietrzu przy gmachu Zamku, ale także w jego wnętrzach: w podziemiach, w przyziemiu i na 1. piętrze. Zamek niestety nie posiada wind osobowych, więc osoby poruszające się na wózkach nie dotrą do piwnic ani na piętro.
20151215_115520W czasie konferencji prasowej mieliśmy wielką przyjemność spróbować wybrane tradycyjne specjały saksońskie. Oto tradycyjne świąteczne ciasto saksońskie: Christstollen, w skrócie Stollen, czyli drożdżowy strudel z bakaliami i marcepanem, jednokrotnie zawinięty i oprószony cukrem pudrem. Dzięki tej pudrowej posypce ciasto zyskało ponoć żartobliwą nazwę: Jezus w pieluszkach. Nazwa Stollen (lub Stolle) oznacza też tunel, a została ponoć nadana przez saksońskich górników. Pierwsza wzmianka o Stollen pochodzi z Przywileju Gildii Piekarskiej wydanego piekarzom w Naumburgu przez Henryka I von Grünberg w 1329 roku. Ciasto oczywiście na maśle - jak to drożdżówka. Oczywiście z dodatkiem mleka, jak to drożdżówka. Tradycje drożdżówkowe we Wrocławiu mamy wieloletnie, więc widok Stollen bardzo nas uradował. No i... ciasto było przepyszne! Ale, ale... Skąd tradycja wypieku na maśle i mleku w wigilię??? Wszak nie jest to postne jadło, a zgodnie z kosmologią ludową oraz prawem adwentowym składniki te są zabronione w tym okresie. Dodatek suszonych owoców i słodkości jest oczywisty, zgodny z symboliką menu bożonarodzeniowej wigilii. Bez Stollen nie istnieje żadna porządna saksońska wigilia Bożego Narodzenia. Jednak nabiał był i jest na cenzurowanym. Obecność masła i mleka już w późnym średniowieczu była uregulowana prawem kościelnym - wcześniej Stollen był postnym ciastem pizzowym, jakbyśmy dziś rzekli, czyli w skład wchodziły wyłącznie: mąka, woda, drożdże i olej. Był to dawniej postny chleb adwentowy, do którego zaczęto z czasem dodawać smakowite składniki, aby podkreślić świąteczny charakter wypieku. Tak powstał przepis na Stollen. Wniosek o zezwolenie na zastosowanie masła i mleka pozostawał bez odpowiedzi na ok. 50 lat. Wreszcie zaakceptowano proponowaną recepturę, za co piekarze musieli słono (a raczej słodko) zapłacić. Dziś zezwolenie na wypiek Dresdner Stollen posiada ponoć tylko 130 piekarni, np. Dr Quendt (1,7 mln ciast rocznie). Od innej nazwy wypieku, Striezel, pochodzi nazwa drezdeńskiego jarmarku bożonarodzeniowego: Striezelmarkt, o którym wkrótce napiszemy w kontekście jarmarku wrocławskiego i leśnickiego.
20151215_115544
Był też oczywiście makowiec 🙂
***************
Przy okazji tematu jarmarcznego garść refleksji targowych:
Organizatorzy przedstawili dojazdy transportem publicznym do Zamku leśnickiego - bardzo ucieszyliśmy się z tego pokazu. Ów komunikacyjny aspekt wydarzeń publicznych zawsze jest ich słabym punktem, ponieważ większość organizatorów nastawia się (całkowicie niesłusznie) nieomal wyłącznie na przybyszy zmotoryzowanych. Najczęściej informacja o dojeździe ogranicza się do podania parametrów GPS. CK Zamek w Leśnicy jest niewątpliwym pionierem zmian w tym zakresie wśród instytucji publicznych Wrocławia. Organizatorzy podkreślają, że starają się zwracać uwagę na transport publiczny m.in. w organizowanym przez CK Zamek Festiwalu Dobrego Piwa, na którym w 2015 r. pierwszy raz poprowadziliśmy woluntarystycznie warsztaty i pokazy. Faktycznie, na takiej imprezie stawianie na dojazd samochodowy byłoby strzałem we własną stopę... 😉 Z podobnych powodów na jarmarkach brakuje zawsze bankomatów. Organizatorzy najwyraźniej sądzą, że każdy konsument posiada kartę kredytową, albo przynajmniej chce jej używać, a każdy wystawca posiada terminal, co jest oczywiście ułudą - terminale są wyłącznie na nielicznych stoiskach. W czasie Festiwalu Dobrego Piwa z bankomatem się nie udało, bo lokalizator - Stadion Miejski - posiada niestety tylko 1 (słownie: JEDEN) bankomat po stronie festiwalowej. Kolejki do niego przypomniały nam PRL... 🙂 Na szczęście wiemy, że Leśnica, jako intensywnie zaludnione osiedle Wrocławia, zapewnia stosowną liczbę bankomatów, a kilka z nich znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie leśnickiego Zamku. Słabym punktem jarmarków jest też zawsze brak koszyków zakupowych. Noszenie zakupów jarmarcznych jest częstym tematem złorzeczeń klientów. Wystarczy kupić słój miodu, by być obciążonym na tyle, aby nie chcieć kupować nic więcej. Odczuwamy też zawsze niedostatek miejsc do siedzenia i jedzenia - do biesiadowania. Większość jarmarków jest jak sklep spożywczy, nawet nie jak centrum handlowe. Hipermarkety spożywcze nie posiadają siedzisk, aby popędzić klienta pomiędzy półki, de facto z często zmienianym asortymentem, aby klient musiał stale szukać i "łapać się" na coś, czego kupienia nie planował. Centra handlowe natomiast mają sofy i fotele, ale z niezbyt wysokimi oparciami - aby klient mógł zasiąść na chwilę i mieć wrażenie (tylko wrażenie),. że "jest jak u mamy" (no dobrze, jak w domu;). Oprzeć się nie może, ale przysiąść - owszem. Usiądzie, spoglądnie wokół, dostrzeże niezauważone wcześniej sklepy i... do nich zajdzie. Podobnie powinno być na jarmarkach. Czasami - jak na Bożonarodzeniowym Jarmarku na wrocławskim Rynku - pojawiają się stoliki tzw. barowe, czyli wysokie, okrągłe, niewielkie stoliki pozbawione krzesełek. Dla dzieci i seniorów są bezużyteczne, tym samym  organizatorzy tracą najbardziej stabilnych klientów: rodziny z dziećmi i starszyznę. Przy takich stolikach stać może tylko młodzież i tzw. produkcyjni:), ale na jarmarku obecni bez dzieci, którzy częściej oddają się pitnej rekreacji, niż faktycznym, obfitym zakupom. Innym słowem postawienia stołów jadalnych o standardowej wysokości (blat: 70-75 cm) wraz z siedziskami (najlepiej z oparciami) zagwarantuje, że klienci zasiądą do nich i spędzą na jarmarku więcej czasu - o to właśnie tutaj chodzi, by zatrzymać klienta na dłużej. Siedząc, zamówią więcej, być może wypuszczą się solo na zakupy pozostawiając na chwilę towarzyszy przy stole. W ten sposób zorganizowana jest tylko niewielka część Jarmarku we Wrocławiu - w kilku miejscach stoi parę ław bez oparć, ale z typowymi stołami. Niestety z planu jarmarcznego biesiadowania całkowicie wyeliminowane są stałe ławki miejskie - jest to niezrozumiała strategia. Ławki te znajdują się poza planem jarmarku, nie są w nim uwzględnione, tak jakby organizator - projektant przestrzeni miał celowe zadanie wyeliminować je z planu. Być może miało to zapewnić okazję do siadania na tych ławkach ludziom, którzy nie chcą brać udziału w jarmarku? Jeśli nawet, to jest to utopia. O wiele lepiej byłoby włączyć owe ławki do planu jarmarku i je po prostu wykorzystać. Dużo lepiej prezentuje się pod tym względem Bożonarodzeniowy Jarmark w Krakowie: duża liczba ław przy stołach, a wokół jarmarku wiele murków nadających się do siedzenia (można "uprawiać" CITYING). Ławy nie mają oparć, co dla seniorów i rodziców z dziećmi na rękach jest udręką. Jednak liczba miejsc do wygodnego siedzenia jest tu naprawdę duża, to trzeba podkreślić.
Owe cztery tematy - dojazd, bankomaty, koszyki, siedziska - są ściśle związane z efektem sprzedażowym wystawców jarmarcznych oraz zadowoleniem gości / klientów. Nad wyraz często są one zupełnie pomijane w organizacji jarmarków. W efekcie domniemani konsumenci są tylko konsumentami potencjalnymi - mniej kupują lub wcale, bo nie przyjeżdżają (nie przebiją się autem lub go nie używają), nie mają gotówki, nie mają ochoty dźwigać zakupy w paru siatach, nie mają gdzie usiąść i godnie zjeść to, co oferują wystawcy. Wierzymy, że intencje organizatorów jarmarków, ale nie widzimy postępu, zmiany na lepsze. Jak będzie na omawianym Saksońsko-Dolnośląskim Jarmarku? Przyjedźmy i zobaczmy wszyscy razem. Dlatego zawsze polecamy uwadze organizatorów te ważne kwestie, które w bezpośredni sposób wpływają na wyniki sprzedażowe. Doradzamy kilka prostych, acz kluczowych rozwiązań: mapa dojazdów transportem publicznym (TUTAJ JEST!), mapa pobliskich bankomatów, wypożyczalnia wózków (lub chociaż szatnia zakupowa), strefy biesiadne (stoły z siedziskami wygodnymi dla seniorów i dzieci).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *