BRYJA…
…to nasze lokalne jadło, które spożywali przodkowie. Proso i soczewica to również starożytne pokarmy. Dobrze jest gotować je razem.

Bryja (ewentualnie breja lub braja) to rozgotowane zboża z jakimś dodatkiem podnoszącym walory odżywcze i smakowe potrawy. Dodatki bywały różne, od grochu lub soczewicy, poprzez rozmaite liście, aż po twaróg i mleko. Bryja z mięsem stanowiła rzadkość, bo po prostu mięso rzadko jadano.

Wielu Polaków utożsamia się ze Słowianami – i słusznie, bo niewątpliwie kontynuujemy tradycje (znane lepiej lub gorzej) z tej grupy etnicznej. Czy genetycznie każda/każdy z nas jest Słowianką/Słowianinem – to już odrębna sprawa wymagająca indywidualnych badań. Ważne, że czujemy się Słowian(k)ami – bardziej lub mniej. Niewątpliwie czujemy się też Europej(czy)kami.

Polska to obszar Słowiańszczyzny Zachodniej. Przed Słowianami żyli tu np. Celtowie, których ślady znajdowano nie raz również w Dolnym Śląsku. W starożytności i w średniowieczu żyły tu różne plemiona z grupy Słowian Zachodnich, na przykład Bobrzanie, Dziadoszyce, Ślężanie, czy Trzebowianie. Dziś mało kto nawiązuje do życia tych konkretnych plemion, ani nawet do Słowian Zachodnich – ciekawe, dlaczego, skoro coraz częściej przywołuje się Słowian. Przyczyną jest najprawdopodobniej niewiedza, bo media nie promują informacji o plemionach przez Kościół uznawanych za tzw. pogańskie. Rezultat jest smutny, bo wielu Polaków nie ma pojęcia o tym, co było przed Mieszkiem, nie wiedzą nawet, że Mieszko nie był królem, a przed jego zjednoczeniem funkcjonowała przebogata kultura wielu różnych plemion słowiańskich. Często zazdrościmy w tej kwestii Rusinom, których potomkowie w Ukrainie pielęgnują swoje przedchrześcijańskie korzenie.

Plemiona słowiańskie zamieszkujące obszar dzisiejszego Dolnego Śląska ulegały wpływom napływowej ludności z Niemiec, Czech, Niderlandów, którą piastowscy książęta sprowadzali w celach osadniczych już od XI wieku. W efekcie plemiona słowiańskie ulegały germanizacji i chrystianizacji, mimo że w pierwszej fazie osadnictwa to ludność napływowa ulegała wyraźnej polonizacji. Z czasem szala przechyliła się na stronę niemiecką. Miało to miejsce jeszcze w średniowieczu.

Proso i zielona soczewica – po namaczaniu, przed gotowaniem

Dziś w restauracjach bryja jest niedostępna, a szkoda. Wyraz ten ma znaczenie pejoratywne w powszechnej polszczyźnie tzw. wysokiej (jakby gwary lub archaizmy były polszczyzną „niską”). Oznacza jednorodną, bezkształtną masę, oczywiście nieapetyczną. W garbarstwie ciecz ze świeżym garbnikiem też nazywa się bryją. Ale nie wszędzie jest to negatywny wyraz. Na Bukowinie rumuńskiej Polacy nazywali bryją mamałygę przyrządzoną na maślance lub z dodatkiem mleka. Umieszczenie bryi w karcie restauracyjnej oznaczałoby nie lada odwagę. Czekamy więc na odważnych i szczerze im pogratulujemy.

Starożytny pomysł na słowiańską bryję jest pomysłem genialnym, szczególnie w dzisiejszych czasach. Bryję można bowiem gotować:

  • krótką chwilę; po zagotowaniu wody przez zaledwie 5 minut należy pozostawić ją w cieple, by sama „doszła”; tu przydają się tzw. duchówki lub kołdra;
  • razem z dodatkiem w jednym garnku; przez noc moczymy razem np. soczewicę i jagły (kaszę jaglaną, tj. kaszę z prosa), c.d. – j.w.
Proso i czerwona soczewica – po namaczaniu, przed gotowaniem

Oszczędzamy w ten sposób wodę i prąd, zmniejszamy emisję CO2, a także skracamy czas potrzebny na przygotowanie i późniejsze zmywanie jednego garnka, a nie dwóch. W skali jednego posiłku wydaje się to znikome, ale w skali miesiąca lub roku jest istotne. Tym bardziej w restauracjach, ale… tam nie podają bryji, więc nie ma tematu.

W Polsce każdy Watt energii elektrycznej oznacza spalenie węgla i emisję CO2, bo nasze elektrownie zasilane są węglem. Musimy więc stale zmniejszać zużycie prądu, a zwiększać zużycie energii własnych mięśni. Tę mamy za darmo.

Babeczka-Bryjeczka z prosa i czerwonej soczewicy – po ugotowaniu i uformowaniu

Babeczka-Bryjeczka z prosa i zielonej soczewicy – po ugotowaniu, w czasie formowania