Nasiona tycznej fasoli wielokwiatowej, odmiany Piękny Jaś - przed i po namaczaniu w wodzie

Sianie w pełni, więc dla przypomnienia:

odmiany tzw. historyczne, to termin funkcjonujący nieomal wyłącznie w branży gastronomicznej, a nie botanicznej lub rolniczej. Gatunki i odmiany historyczne są praktycznie nieomal niedostępne, a winę za ten stan ponosi w dużej części wadliwy system rządowej rejestracji gatunków i odmian roślin uprawnych, w tym odmian historycznych.

Gdy szukamy odmian zarejestrowanych w Polsce, a nie byle czego w firmie-krzak na giełdach internetowych, to szukamy producentów (hodowców) zarejestrowanych w rządowym katalogu. Do obiegu handlowego dopuszczane są tylko te zarejestrowane odmiany. Cała reszta – ogromna większość – to jest „wolna amerykanka” i nielegalna sprzedaż nasion – nielegalna w świetle obecnego prawa, które naszym zdaniem jest szkodliwe nie tylko dla hodowców, ale też dla całokształtu dziedzictwa rolnego Polski.

Ta rejestracja ma dwa aspekty będące jednocześnie przyczyną i skutkiem poniższego stanu:

1) ochrona legalnych hodowców, którzy decydują się opłacić proces rejestracji, promować właściwą nazwę i kontrolować skład genetyczny nasion, co jest kluczowe dla zachowania polskiego genotypu;

2) eliminację drobnych hodowców, którzy nie przeznaczą pieniędzy na rejestrację – z dowolnych powodów, nie zamierzamy tu nikogo stygmatyzować używając określeń „stać go”; brak woli rejestracji może nie mieć związku z wydolnością finansową, a wynikać jedynie z takiego właśnie podejścia do systemu rejestracji; drobni hodowcy nazywają to często nadmierną i szkodliwą biurokracją; ważne jednak jest, że mogą oni zarejestrować nasiona jako uprawy hobbystyczne (rejestracja bezpłatna).

Każdy z tych dwóch aspektów ma swoją dodatkowe wątki, które dowodzą wadliwości istniejącego systemu rejestracji:

A – ochrona legalnych hodowców skutkuje wzmacnianiem ich monopolu, co jest złe i bezpośrednio przekłada się na ZANIK owych „chronionych” (=rejestrowanych) odmian na rynku detalicznym – drobni ogrodnicy i konsumenci nie mają pojęcia ani o rejestracji, ani o odmianie, ani o niuansach genetycznych, więc w efekcie na rynku krążą odmiany-widma, nazwy z czapy, a świadomość dziedzictwa i genetyki jest nieomal zerowa;

B – sprzedaż zagraniczna jest możliwa tylko dla producentów zarejestrowanych (i też nie zawsze), a drobni (w tym ekologiczni) nie mają tej możliwości, co przekłada się na fakt, że w obiegu handlowym kursują wyłącznie masowe nasiona z masowych upraw, często wysoko chemizowane;

C – w systemie rządowej rejestracji ma miejsce praktyczne wykluczenie drobnych ogrodników będących pasjonatami i hobbystami upraw historycznych. Nie jest to formalne wykluczenie, bo przecież formalnie do rejestracji są dopuszczeni wszyscy. Jednak złożony i oparty na braku zaufania (co wynika z ryzyka nadużyć, kółko zamknięte) proces rejestracji zniechęca ich do jej finalizowania – procedura jest tak skomplikowana i mocno „papierologiczna”, że zniechęca nieomal wszystkich.
Pamiętać trzeba, że drobni rolnicy i ogrodnicy walczą o byt i nie mają czasu na „papierki”, jak to nazywają – uszanowanie ich pracy i faktu braku czasu potwierdza to obecny status prawny, że nie muszą uprawiać „papierologii” i wystawiać rachunków ani faktur. Państwo/system przyznaje więc otwarcie, że papierologii rolnikom nie będzie narzucać, jednak dotyczy to kwestii podatkowych, a nie rejestracyjnych! W tych drugich zmusza się rolników do żmudnego i irytującego procesu rejestracji – jakim prawem, pytamy, to prawo jest tak wadliwe?
Wielcy hodowcy natomiast zatrudniają sztab ludzi, w tym osoby z działów administracji, delegowane do przeprowadzenia procesu rejestracji i kompetentne w takim właśnie działaniu: urzędowych zgłoszeniach, a nie pracy na roli.
To wszystko powoduje wyeliminowanie drobnych rolników i ogrodników z systemu rejestracji. Efekt jest „reakcją odrzuconego dziecka”: drobni rolnicy nie wykazują zainteresowania ani genotypem krajowym, ani wiedzą na ten temat, ani ochroną i promocją tej wiedzy, ani w końcu zwiększaniem upraw gatunków i odmian charakterystycznych dla Polski. Obrażeni na system uprawiają co popadnie, żeby się tylko wyróżnić – ważne, że ładnie wygląda, dobrze smakuje i dobrze się sprzedaje. Taką samą postawę przyjmujących klientki (w większości kobiety). Gdy pada pytanie o odmianę i właściwą nazwę, ogrodnicy i drobni rolnicy irytują się i nazywają pytających o to klientów „czepialskimi”, a w ślad za tym idzie ostracyzm ich klientek skierowany ku pytającym.

D – eliminacja drobnych hodowców skutkuje totalnym bałaganem w handlu nasionami i płodami rolnymi z owych nasion nierejestrowanych – drobni hodowcy wypełnili po prostu niszę będąc zniechęconymi (w praktyce: odrzuconymi) przez rządowy system. Ów system obejmuje i reprezentuje niewielki fragment realnego potencjału rolnego-ogrodniczego Polski, podczas gdy większość tych zasobów jest poza systemem i funkcjonuje spontanicznie, „dziko”, w efekcie błędnego prawa nielegalnie (=bez rejestracji).
Ten system generuje nadużycia niebędące często nadużyciami, a wyrazem chęci zwiększenia bioróżnorodności w małej skali, tj. przez drobnych ogrodników. W rezultacie kwitnie też niekontrolowany import nasion z zagranicy oraz pogłębienie bałaganu gatunkowo-odmianowego, czyli genetycznego. Ów bałagan przestanie wkrótce być bałaganem, a stanie się faktyczną „bioróżnorodnością”, jednak niestety zdominowaną przez gatunki i odmiany obce – te polskie zanikną w ogromnej masie materiału siewnego. Stracimy to dziedzictwo całkowicie.

E – brak drobnych hodowców w rejestrze rządowym skutkuje brakiem w nim wielu unikatowych, historycznych odmian i gatunków, którym uwagę poświęcają pasjonacko wyłącznie drobni ogrodnicy, a nie wielcy agroprzemysłowcy – skutkiem jest zanik dziedzictwa rolnego Polski.

Pytanie kluczowe: czemu lub komu właściwie służy rejestracja w rządowych katalogach??? Bo na pewno nie służy dziedzictwu rolnemu ani kulinarnemu.

Na zdjęciu: fasola Piękny Jaś – rejestrowana (przed i po namaczaniu), którą należy odróżnić od fasoli Jaś – nierejestrowanej i powszechnej w handlu giełdowym, dużo tańszej od Pięknego Jasia, a tym bardziej od Pięknego Jasia z Doliny Dunajca oraz Pięknego Jasia fasoli wrzawskiej, które są praktycznie niedostępne w handlu, a zarejestrowane dodatkowo na listach ministerialnych, jako produkty lokalne i tradycyjne.