Ryby i owoce morza to obecnie jedna z kilku grup najbardziej zanieczyszczonych i szkodliwych produktów spożywczych. Produkty te nie są czyste ani uczciwe, są związane ze szkodliwym przełowieniem i wyzyskiem środowiska, a także z wyzyskiem ludzi.

Śledzie, dorsze, łososie, krewetki, małże…, to niektóre popularne gatunki – niestety mocno skażone chemicznie i zanieczyszczone mikrowłóknami poliestru pochodzącymi z… odzieży, którą noszą i piorą masowo konsumenci. Kółko zamknięte, niestety, więc tych produktów lepiej po prostu nie kupować, bo są szkodliwe, jeśli pochodzą z masowych połowów i konwencjonalnych punktów sprzedaży (sklepów, restauracji, cateringu, bistro, bazarów, jarmarków, festiwali itp.).

Jednak stan wód polskich rzek poprawił się na tyle, że warto zwrócić baczniejszą uwagę na ryby słodkowodne i mniej nakręcać się na ryby morskie i owoce morza. Polska, Dolny Śląsk, a szczególnie Wrocław, ma wspaniałe, niestety zanikłe tradycje rybołówstwa. We Wrocławiu przez wiele wieków funkcjonowała dzielnica zamieszkała przez ludność polską, która parała się właśnie rybołówstwem. Dziś reliktem tamtych czasów jest tylko nazwa Wzgórze Polskie przy jednym z bastionów starych murów obronnych miasta. To tutaj winna stać choćby budka gastronomiczna sprzedająca specjały z lokalnych odrzańskich ryb, w nawiązaniu do wielowiekowych tradycji trwających mimo czeskiego, austriackiego lub niemieckiego zarządu miastem i regionem. Marzenia… A polskie szczupaki, sandacze i węgorze…, a jesiotry, płocie, leszcze i trocie, a pstrągi i karpie… Gdyby tylko były podkarmiane czystą, zdrową paszą, ale niestety takiej pewności mieć nie można, bo pasze GMO są w Polsce dozwolone. Na palcach jednej ręki można policzyć uczciwe hodowle.

W Polsce mamy też bogate i wielowiekowe tradycje wędkarstwa – te nie zanikły. My sami, jako dzieci, wędkowaliśmy sporo i do dziś pamiętamy smak tych ryb i zapach surowych ryb, który nie wszystkim pasuje, a nam przypomina dzieciństwo i wakacje.

W Polsce funkcjonuje silne środowisko wędkarskie, które rozwinęło kluby wędkarskie i łowiska prywatne. To właśnie te grupy mogą i powinny być zarzewiem polskiej rewolucji rybnej, aby część konsumentów mogła jeść dobrą, czystą, uczciwą, zdrową, lokalną rybę. Etycznego wędkarstwa powinno uczyć się w szkołach i traktować tę umiejętność na równi ze znajomością innych cennych umiejętności, jak jazda na rowerze czy aktywność sportowa. Tu chodzi bowiem o ODŻYWIANIE i uczciwy, zrównoważony stosunek do ŚRODOWISKA NATURALNEGO.

SlowFood-com prowadzi od lat szeroki, międzynarodowo – lokalny projekt pod nazwą @SLOW FISH, który wyjaśnia problemy hodowli ryb i połowów ryb wolnych (tzw.dzikich), wspiera ochronę zrównoważonych łowisk, archaicznych praktyk rybackich i wędkarskich, osób i społeczności utrzymujących się z lokalnych zrównoważonych łowisk wolnych od wyzysku środowiska i ludzi, promuje kuchnię tradycyjną opartą na dobrych, czystych, uczciwych rybach i owocach morza.

Nie tylko Polska ma “rybne kłopoty”. Ma je każdy kraj z dostępem do morza, bo wszędzie rozwija się masowe połowy. W każdym takim kraju są społeczności lokalne, których życie opiera się na rybach i innych owocach wód morskich lub śródlądowych. Polska była kiedyś rajem rakowym, a Dolny Śląsk miał nawet swoje perłonośne małże, które wyworzono kilogramami do Włoch, Hiszpanii i innych krajów. Dziś w wodach Kwisy nie ma już pereł ani małż.

Odnośniki do programów i artykułów o problemach i projektach realizowanych w programie Slow Fish wysyłamy naszym członkom. Pozostałych zapraszamy do członkostwa w ruchu SlowFood-com:

slowfooddolnyslask@gmail.com

Fot. Archiwum Slow Food Dolny Śląsk